czwartek, 3 kwietnia 2014

Prolog

 Byłam przerażona. Z trzęsącą się ręką stałam patrząc na te cholerne dwie kreski na teście. Domyślałam się, że Mateusz nie będzie z tej wiadomości szczególnie zadowolony. Po policzkach spływały mi łzy jednak na twarzy gościł delikatny uśmiech. Tak na prawdę chciałam mieć to dziecko, lecz wiedziałam, że mój mąż nie. Jakiś czas temu umówiliśmy się, że nie chcemy mieć potomstwa. Według Mateusza zabierają ona tylko czas i pieniądze. Nie byłam do końca o tym przekonana, ale mój mąż postawił na swoim. 
-Łucja kochanie, wróciłem! - usłyszałam znajomy głos z dołu.
Pospiesznie wyrzuciłam trzymany przedmiot do kosza, przetarłam łzy i poszłam się z nim przywitać. Zajęło mi to kilka minut, bo nasz dom jest bardzo wielki i bogato wyposażony. Tak naprawdę nic jeszcze w życiu nie osiągnęliśmy. Za spadek po moim dziadku kupiliśmy dom i zapewniliśmy sobie dostatnie życie. Mateusz był ratownikiem, pracował tam głównie, żeby nie siedzieć w domu. Uśmiechnęłam się sztucznie i pocałowałam męża na przywitanie. Zdążył już zdjąć buty i powiesić kurtkę na wieszak. Zaraz zacznie mi opowiadać, kogo dzisiaj udało mu się uratować.
-Coś się stało - spytał marszcząc czoło - Nie wyglądasz najlepiej.
-Musimy porozmawiać - odparłam bez namysłu i ze zdenerwowania zaczęłam bawić się swoimi długimi, blond włosami.
-W porządku. Spotkamy się w salonie.
Zanim udałam się w drugą część domu, poszłam jeszcze do łazienki odrobinę się odświeżyć. Wzięłam trzy głębokie oddechy. Byłam naprawdę zdenerwowana. Spojrzałam niepewnie w lustro. Moim oczom ukazała się poczerwieniała od płaczu twarz, długie, proste włosy i niebieskie, szkliste oczy. Umyłam twarz wodą i wyszłam z łazienki. Powolnymi krokami szłam przed siebie. 
-Łucja do cholery, chodź tutaj! - usłyszałam wrzask Mateusza. Ale nie był on z salonu tylko z góry. Mój mąż był w sypialni. Wszystkiego się od razu domyśliłam. Pobiegłam do naszego pokoju. W łazience znajdującej się niedaleko szafy stał Mateusz z wściekłą miną trzymając test ciążowy.
-Co to ma znaczyć?!
-Więc już wiesz... - powiedziałam cicho, siadając na łóżku,
Nigdy nie widziałam go w takiej furii. Długo wtedy rozmawialiśmy. Kazał mi usunąć ciążę, ale ja kategorycznie odmówiłam. W końcu zgodził się, abym urodziła, ale oddała do adopcji, Niechętnie się na to zgodziłam, bo wiedziałam, że było to jedyne wyjście. Już teraz wiem, że był to mój największy błąd w życiu.
Dziewięć miesięcy minęło mi szybko. Mateusz się mną opiekował. Urodziłam w domu, aby nikt z zewnątrz nie dowiedział się, że kiedykolwiek byłam w ciąży. Dziecko oddaliśmy starszej Ukraince i obiecaliśmy, że będziemy co miesiąc płacić jej pieniądze za dochowanie tajemnicy i wychowanie dziecka. Miałam nadzieję, że nasza mała, rudowłosa Lilianka będzie miała u niej dobrze.

1 komentarz:

  1. Jeju jaki piękny :')
    Głupi Mateusz .
    Biedne niczemu nie winne dziecko

    OdpowiedzUsuń