czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział II

Lila

Dzień jak co dzień. Rano wstawałam, jadłam śniadanie, rodzice Seby dopytywali go o osiągnięcia w koszykówce, potem jechaliśmy samochodem do szkoły, po szkole wracałam z Sebastianem do domu. Od sytuacji z łazienką minął już jakiś czasu a ja nadal czułam wstyd i zażenowanie gdy z nim przebywałam. Dlatego nie chętnie podejmowałam rozmowę. Żywiłam do niego niechęć. Zdziwiłam się, gdy niespodziewanie złapał mnie za rękę, prowadząc w zupełnie innym kierunku.
-Co ty do cholery robisz? - zapytałam rozdrażniona.
-Zobaczysz.
Szliśmy kawałek, dochodząc wreszcie do pobliskiego lasku.
-Chcesz mnie zgwałcić i schować w krzakach? - zapytałam ze zdenerwowaniem.
-Tyko o tym marzę - odparł, drocząc się ze mną. 
Nie miałam ochoty kontynuować zaczepki. Szliśmy dalej a na dworze zaczęło się ściemniać. Zaczęłam się bać. Nie lubię ciemności. W końcu zatrzymaliśmy się w środku lasu a ja kompletnie straciłam orientację.
-To tu - odparł beztrosko.
-Chyba żartujesz. Wiesz gdzie jesteśmy? - zapytałam przerażona.
- Nie mam bladego pojęcia - stwierdził śmiejąc się.
- Czy ty jesteś normalny?! Jest ciemno, nie długo zapadnie noc a ty przyprowadzasz mnie do lasu i mówisz, że nie wiesz gdzie jesteśmy! Chyba cię zabiję! - wrzeszczałam i momentalnie rzuciłam się na niego. Czasami naprawdę trudno panowałam nad swoimi emocjami. Przewróciłam go na glebę i mierzyłam do niego pięścią, którą on bez większego trudu zatrzymał. Cholera. Był silniejszy ode mnie. 
-Hej księżniczko, spokojnie. Wiem gdzie jesteśmy, chciałem po prostu, żebyśmy byli sami. 
-Po co?! - wykrzyczałam nie mogąc się uspokoić.
Delikatnie przewrócił mnie obok siebie i teraz on leżał nade mną.Miał przewagę. 
-Więc co chciałeś? - zapytałam już nie co spokojniej. Nie umiałam patrzeć mu w oczu. Czułam się bezsilnie i czułam wstyd. 
Sebastian pomógł mi wstać. Otrzepałam się z ziemi i usiadłam obok niego. Widziałam jego zielone oczy błyszczące się w ciemności. Na jego ustach widać było uśmiech. Powoli zaczął się do mnie przybliżać, nasze usta dzieliły milimetry a ja czułam na sobie jego oddech. Jego wargi dotykały moje, zaczął mnie całować. Nie odwzajemniłam pocałunku. Byłam zaskoczona. To przecież mój brat. Musieliśmy to przerwać. Delikatnie odepchnęłam go od siebie. Seba zaskoczony spojrzał na mnie pełen oczekiwania.
-Nie powinniśmy tego robić. Jesteś moim bratem - zaczęłam powoli.
-Nie rodzonym.
-Ale zawsze jakimś.
-Lila przepraszam, ale ja się zakochałem.
-Gratuluję. W kim?
-W Tobie.

Seba

Byłem zaskoczony, że Lila mnie odepchnęła. Byłem przekonany, że jest we mnie zabujana. Widocznie się myliłem. Sam siebie zdziwiłem tym nagłym wyznaniem. Długo siedzieliśmy tak aż zrobiło się całkiem ciemno. Nie odzywaliśmy się do siebie. Czułem jak Lilka dygocze z zimna, ale nie mogłem nic zrobić. Byłem na nią zły. Nie chciało mi się wracać. Momentalnie głowa dziewczyny opadła na moje ramię. Zdziwiłem się, ale po chwili stwierdziłem, że ona najzwyczajniej w świecie zasnęła. Wziąłem ja na ręce i poszedłem do domu. Odniosłem ją do łóżka, potem poszedłem tłumaczyć się rodzicom. Nie musiałem długo, bo byłem ich oczkiem w głowie. Zdruzgotany wydarzeniami dzisiejszego dnia, poszedłem spać.

Bohaterzy

Cześć,
Poniżej macie zdjęcia głównych bohaterów ;)




Lila

Niebieskie oczy, długie, płomienne włosy i piegowata, blada cera. 165 cm wzrostu.
Lubi punkrocka oraz zwierzęta.
Jej pasją jest malowanie.

Seba

Krótkie, ciemnie włosy, zielone oczy, gładka cera. Nosi tunele i lubi ubierać się bluzki ulubionych zespołów. 180 cm wzrostu. Lubi punkrocka. 
Jego pasją jest koszykówka.

Rozdział I

Lila
 
Miałam trudne dzieciństwo. Pierwsze lata swojego życia spędziłam u kobiety, którą uważałam za swoją biologiczną matkę. Dzieciaki w przedszkolu śmiały się z niej bo była stara, ale mi to jakoś nie przeszkadzało i specjalnie nie zwracałam na to uwagi. Ludmiła(bo tak miała na imię) nie była idealna, miała sporo wad, ale kochałam ją. Pomimo swojego wieku, nie miała męża tylko niestałych partnerów. Mieszkałyśmy w małej kawalerce, więc gdy ktoś do niej przychodził zamykałam się w łazience, bo nie chciałam patrzeć na te obrzydliwe sceny. Bywało tak, że jednego dnia się kochali, drugiego nienawidzili. Zdecydowanie bardziej wolałam jak na siebie krzyczeli. Gdy miałam osiem lat coś się zmieniło. Moja opiekunka umierała. W ostatniej chwili swojego życia zdążyła mi tylko powiedzieć, że nie jest moją matką a moi rodzice wyparli się mnie. Długo nie mogłam się pozbierać. Trafiłam do ośrodka opiekuńczego a niedługo potem trafiałam po kolei do różnych domów. Byłam podrzucana z domu do domu. Ostatecznie trafiłam do domu średnio zamożnych ludzi. Nie kochali mnie, adoptowali tylko dlatego, żeby mieć z tego pieniądze. Jego oczkiem w głowie był ich syn Sebastian. Nie trawili mnie. Tylko 'mój brat' mnie  rozumiał. Dużo gadaliśmy o muzyce, zainteresowaniach.. Gdy z nim rozmawiałam czułam się wspaniali. Oczy mi jaśniały a przyszłość wydawała się łatwiejsza. Miałam piętnaście lat, on był rok starszy. Doskonale się rozumieliśmy.

Seba

To było takie dziwne. Pewnego dnia rodzice oświadczyli, że adoptowali dziewczynę i niedługo do nas przyjdzie. Parę dni potem pod nasz dom podjechał czarny wóz i wysiadła z niego moja przyszywana siostra. Już z wyglądu wydawała mi się niezwykła. Miała długie, rude włosy i niebieskie oczy, które można było zobaczyć już z daleka. Blada cera, piegowata skóra dodawały jej uroku. Miała zwykłą żółtą sukienkę i beżowe sandały. Jej mina nic nie wskazywała, taka obojętna. Czułem, że moi rodzice nie lubią jej, ale chcieli zgarnąć kasę. Już tacy byli. Świetnie się z nią dogadywałem, mieliśmy podobne tematy do rozmowy. Była niesamowita. Któregoś dnia wszedłem jak zwykle rano do łazienki, aby wziąć szybką kąpiel a ona tam stała. Owinięta samym ręcznikiem, zaczerwieniała się na mój widok i spuściła speszona wzrok. Ja też się zawstydziłem, przeprosiłam i pospiesznie wyszedłem. Zamknąwszy drzwi, powoli zjechałem po nich i uśmiechnąłem się do siebie. Wiem, że to jest moja siostra i powinienem tak o niej myśleć, ale nie potrafiłem nie ulec jej urodzie. Zawsze przy niej czułem wibrowania w brzuchu i bałem się każdego źle wypowiedzianego do niej słowa. To oznaczało tylko jedno. Zakochałem się. Zakochałem się w Lilce, mojej siostrze.

Prolog

 Byłam przerażona. Z trzęsącą się ręką stałam patrząc na te cholerne dwie kreski na teście. Domyślałam się, że Mateusz nie będzie z tej wiadomości szczególnie zadowolony. Po policzkach spływały mi łzy jednak na twarzy gościł delikatny uśmiech. Tak na prawdę chciałam mieć to dziecko, lecz wiedziałam, że mój mąż nie. Jakiś czas temu umówiliśmy się, że nie chcemy mieć potomstwa. Według Mateusza zabierają ona tylko czas i pieniądze. Nie byłam do końca o tym przekonana, ale mój mąż postawił na swoim. 
-Łucja kochanie, wróciłem! - usłyszałam znajomy głos z dołu.
Pospiesznie wyrzuciłam trzymany przedmiot do kosza, przetarłam łzy i poszłam się z nim przywitać. Zajęło mi to kilka minut, bo nasz dom jest bardzo wielki i bogato wyposażony. Tak naprawdę nic jeszcze w życiu nie osiągnęliśmy. Za spadek po moim dziadku kupiliśmy dom i zapewniliśmy sobie dostatnie życie. Mateusz był ratownikiem, pracował tam głównie, żeby nie siedzieć w domu. Uśmiechnęłam się sztucznie i pocałowałam męża na przywitanie. Zdążył już zdjąć buty i powiesić kurtkę na wieszak. Zaraz zacznie mi opowiadać, kogo dzisiaj udało mu się uratować.
-Coś się stało - spytał marszcząc czoło - Nie wyglądasz najlepiej.
-Musimy porozmawiać - odparłam bez namysłu i ze zdenerwowania zaczęłam bawić się swoimi długimi, blond włosami.
-W porządku. Spotkamy się w salonie.
Zanim udałam się w drugą część domu, poszłam jeszcze do łazienki odrobinę się odświeżyć. Wzięłam trzy głębokie oddechy. Byłam naprawdę zdenerwowana. Spojrzałam niepewnie w lustro. Moim oczom ukazała się poczerwieniała od płaczu twarz, długie, proste włosy i niebieskie, szkliste oczy. Umyłam twarz wodą i wyszłam z łazienki. Powolnymi krokami szłam przed siebie. 
-Łucja do cholery, chodź tutaj! - usłyszałam wrzask Mateusza. Ale nie był on z salonu tylko z góry. Mój mąż był w sypialni. Wszystkiego się od razu domyśliłam. Pobiegłam do naszego pokoju. W łazience znajdującej się niedaleko szafy stał Mateusz z wściekłą miną trzymając test ciążowy.
-Co to ma znaczyć?!
-Więc już wiesz... - powiedziałam cicho, siadając na łóżku,
Nigdy nie widziałam go w takiej furii. Długo wtedy rozmawialiśmy. Kazał mi usunąć ciążę, ale ja kategorycznie odmówiłam. W końcu zgodził się, abym urodziła, ale oddała do adopcji, Niechętnie się na to zgodziłam, bo wiedziałam, że było to jedyne wyjście. Już teraz wiem, że był to mój największy błąd w życiu.
Dziewięć miesięcy minęło mi szybko. Mateusz się mną opiekował. Urodziłam w domu, aby nikt z zewnątrz nie dowiedział się, że kiedykolwiek byłam w ciąży. Dziecko oddaliśmy starszej Ukraince i obiecaliśmy, że będziemy co miesiąc płacić jej pieniądze za dochowanie tajemnicy i wychowanie dziecka. Miałam nadzieję, że nasza mała, rudowłosa Lilianka będzie miała u niej dobrze.
Cześć!
Postanowiłam napisać opowiadanie. Jest ono o miłości, jakiej? Dowiecie się czytając. Bardzo bym prosiła o komentarze i ewentualne opinie na jego temat. To dla mnie bardzo ważne, żebym wiedziała czy ktoś to czyta i czy to ma sens.